Zjedz w Anglii: Southsea Coffee Co

southseacoffee.co.uk
crumpets honeycomb

Southsea Coffee Co - na to miejsce natknęłam się przypadkiem, szukając ciekawych miejsc w najbliższej okolicy. Swoim fanpage na Facebooku, Southsea Coffee Co od razu wzbudziło moje zainteresowanie. Delikatny rustykalizm, duża dawka pomysłu i bardzo ciekawie brzmiące dania z gatunku kuchni wegetariańskiej, wegańskiej, bezglutenowej, surowej - "to coś dla mnie!", pomyślałam, jak zawsze gotowa na poznanie nowych smaków. Wykorzystując wolny czas, postanowiłam nie zwlekać i wybrać się na testowanie.

Studia w Anglii cz. I: - dom czy akademik?


W ostatnim czasie otrzymałam od Was kilka pytań w związku z zamieszkaniem w czasie studiów w Anglii. Mieszkanie, dom, czy może akademik? Sama musiałam stanąć przed tym dylematem. Z wyboru, jakiego dokonałam, jestem bardzo zadowolona.

Wybrałam mieszkanie w domu. W czasie swojego pobytu w Anglii mieszkałam w trzech domach - w tym trzecim będę mieszkać do przyszłego września (a może i dłużej? Naprawdę mi tu dobrze!).  Mój pierwszy dom nie był powalający i z chęcią zmieniłam go w połowie wakacji, jednak najlepszym wyborem okazała się posiadłość, w której mieszkam teraz wraz z trójką znajomych, pod telefoniczo-mailową opieką landlady, która ma cechy typowej, serdecznej babci. Nie wiem, czy za rok zdecyduję się zostać w tym samym pokoju na kolejne dwanaście miesięcy, ale już sam fakt, że nie miałabym nic przeciwko, jest dużym ukłonem w stronę obecnych standardów.

Wiedzę odnośnie akademików czerpałam i czerpię z zeznań znajomych, studentów z różnych roczników. Dodam, że pominęłam aspekty typu "dobra zabawa", bo tego typu czynniki zależne są już tylko i wyłącznie od współlokatorów.

Powtarzające się fakty i własne przemyślenia (został mi przyznany pokój w akademiku, jednak odrzuciłam tę opcję) zawarłam w poniższym zestawieniu. Mam nadzieję, że okaże się przydatne - nie tylko dla studentów.

10 przypadków z Anglii - część pierwsza.


Dwa dni po zdaniu matur, spakowana na ostatnią chwilę, po ostatniej kawie w polskim Starbucksie, wsiadłam do spóźnionego dwie godziny samolotu. Podekscytowana jak nigdy w życiu, niesamowicie ciekawa, z uczuciem "chcę móc już powiedzieć, że się przeniosłam". Jednocześnie zdenerwowana, głównie świadomością, że spóźnienie mojego samolotu oznaczało moje spóźnienie się na bus z lotniska... Ale tak jak efektu domino nie dało się zatrzymać, postanowiłam nie tracić głowy. Owszem, spóźniłam się na zarezerwowany bus. Owszem, z dwoma ciężkimi walizkami szukałam na ostatnią chwilę środku transportu, który umożliwiłby mi dostanie się o ludzkiej godzinie w okolice angielskiego wybrzeża. I chociaż stresu najadłam się co niemiara, a chyba tylko emocje odegnały uczucie zmęczenia, nieco tylko po północy znalazłam się w Portsmouth. Zaczynająca sama, na nowo, z rodziną pozostawioną w Niemczech i w Polsce. Zaczęłam się uczyć, poznawać, przyzwyczajać. Zapoznałam się z wieloma aspektami życia, które były mi nieznane za czasów mieszkania w Polsce czy Niemczech.

Dziś postanowiłam rozpocząć serię, w której będę spisywać fakty, które na swój sposób przykuły moją uwagę na przestrzeni czasu. Myślę, że niebawem przerodzi się to w swojego rodzaju tygodniowo-miesięczny cykl - kiedy zaczęłam pisać część pierwszą, po dziesięciu aspektach przypomniałam sobie o co najmniej pięciu kolejnych - takie uroki, takie obyczaje. W kolejnym wpisie przejdę zaś do tematu studiów z racji ogromnego zainteresowania, jakim cieszy się temat.

Zapraszam do czytania!